Wiele osób przez lata żyje w oderwaniu od własnych potrzeb. Nie dlatego, że ich nie mają, ale dlatego, że nauczyły się ich nie słuchać. Gdy od najmłodszych lat ważniejsze było bycie grzeczną, pomocną i dostosowaną do oczekiwań innych, sygnały płynące z wnętrza stopniowo cichły. Potrzeby były odkładane na później, bagatelizowane albo uznawane za nieważne. Z czasem pojawia się trudność w odpowiedzi na proste pytanie: „Czego ja właściwie potrzebuję?”. W jego miejscu częściej pojawia się zmęczenie, napięcie, drażliwość albo poczucie pustki, mimo że z zewnątrz wszystko wygląda w porządku.
Ignorowane potrzeby nie znikają – one zmieniają sposób, w jaki się komunikują. Często zaczynają mówić przez ciało, emocje i reakcje, które trudno zrozumieć. Może to być przewlekłe zmęczenie, poczucie przeciążenia, wybuchy złości lub płaczu, trudność w podejmowaniu decyzji, a także ciągłe stawianie siebie na końcu listy. Wiele osób w takim stanie częściej mówi „muszę” niż „chcę”, funkcjonując w trybie obowiązku zamiast kontaktu ze sobą. To nie jest oznaka słabości, lecz sygnał, że przez długi czas własne potrzeby nie miały przestrzeni, by wybrzmieć.
Pierwszym krokiem do ich rozpoznawania jest zatrzymanie się przy emocjach. Emocje są drogowskazami – każda z nich niesie informację o jakiejś potrzebie. Złość może wskazywać na potrzebę granic lub szacunku, smutek na potrzebę bliskości i zrozumienia, lęk na potrzebę bezpieczeństwa, a zmęczenie na potrzebę odpoczynku lub wsparcia. Zamiast pytać siebie, co jest z nami nie tak, warto spróbować zapytać, co dana emocja chce nam powiedzieć. To zmienia perspektywę z oceniania siebie na uważność.
Kolejnym ważnym elementem jest zmiana pytań, które sobie zadajemy. Gdy przez lata byłaś skupiona głównie na innych, pytanie „Czego chcę?” może wydawać się obce albo wywoływać pustkę. Pomocne bywa wtedy pytanie: „Czego mi teraz brakuje?”, „Co mnie najbardziej obciąża?”, „Co daje mi ulgę, choćby na chwilę?”. Warto też zwracać uwagę na sygnały płynące z ciała, bo ono często reaguje wcześniej niż my jesteśmy w stanie coś nazwać słowami.
Istotna jest również umiejętność odróżniania tego, co „powinnam”, od tego, czego naprawdę potrzebuję. „Powinnam” to często głos wychowania, społeczeństwa i cudzych oczekiwań, natomiast „potrzebuję” to głos kontaktu ze sobą. Zmiana języka, nawet bardzo subtelna, może otwierać nową przestrzeń wewnętrzną. Zamiast myśleć, że trzeba być silniejszą, można dopuścić myśl, że w danym momencie potrzebne jest wsparcie. Zamiast zmuszać się do działania, można zauważyć potrzebę odpoczynku.
Wiele osób, które długo ignorowały swoje potrzeby, ma przekonanie, że nie mają do nich prawa albo że są one mniej ważne niż potrzeby innych. Pojawia się poczucie winy, zwłaszcza wtedy, gdy zaczyna się coś zmieniać i stawiać siebie wyżej niż dotychczas. Warto pamiętać, że potrzeby nie są roszczeniem ani przejawem egoizmu. Są naturalnym elementem bycia człowiekiem. Ignorowanie ich zawsze ma swoją cenę – często w postaci wyczerpania, frustracji i trudności w relacjach. Zadbana relacja z samą sobą nie oddala od innych, lecz tworzy fundament zdrowszych i bardziej autentycznych więzi.
Odzyskiwanie kontaktu ze swoimi potrzebami to proces. Czasem zaczyna się od jednego zdania zapisanego wieczorem, od krótkiego zatrzymania w ciągu dnia, od zauważenia, że coś jest za dużo albo za mało. Nie trzeba wiedzieć wszystkiego od razu. Wystarczy dać sobie prawo do uważności i ciekawości wobec siebie. Nawet jeśli przez lata własne potrzeby były ignorowane, zawsze można zacząć je zauważać na nowo. To nie jest za późno – to jest moment, w którym można wrócić do siebie.
